Do pracy standardowo potem szybki powrót na obiad do domu, chwila relaksu i na squasha do fita. Granie granie i skakanie pot krew i łzy. Potem powrót ścieżką wzdłuż Włókniarzy. Usiadłem na kole jakiegoś sakwiarza, który myślał, że ma do czynienia z amatorem. Faktem jest miał zdecydowanie lepszy rower i myślał, że przy cwaniaczy raz po raz zwalniając. Po czym redukował na lżejsze żeby mnie zgubić szybko przyspieszając. Ale nie ze mną takie numery. Ja cały czas na najtwardszym przełożeniu (chwilowo moje 3 biegi nie są do końca sprawne) trzymałem się tuż za nim. Pożegnaliśmy się przy lutomierskiej on na teofkę skręcił a ja jeszcze skoczyłem na szybkie zakupy do tesco i do domu. Dobre tempo dzięki sakwiarzu za dobrą jazdę.
Najpierw do pracy a potem na chwilę na Jaracza i Kilińskiego do woskiwizaz.pl. Potem postanowiłem, że nie wracam do domu tylko od razu ruszę na wojaże :] I tak Narutowicza do Pomorskiej dojechałem do Nowosolnej. Kupiłem sobie picie, bułkę i serek. Zjadłem i dojechałem do siostry do Natolina. Mogłem u niej zjeść ale jakoś samo tak wyszło, że do niej pojechałem. Potem skręciłem na Plichtów następnie na Byszewy. Skończył się asfalt i na moim mieszczuchu w terenie dobrze mnie wytrzęsło. Dojechałem do Kalonki. Gdzie miałem już dosyć troszkę wiatru, który od samego początku mi nie pomagał. Ale dobrze mi się jechało. Oczywiście kierunek Strykowska ulicą Aksamitną. Najpierw fajny szybki zjazd gdzie bez pedałowania miałem 48 km/h. Skończył się zjazd i znowu mnie wytrzęsło. Ale szybko Okólna się ukazała. Gdzie dobrze przycisnąłem. Wyprzedziłem gościa z fullfacem, który widać było próbował się trochę ścigać. Pędząc niestety wypadł mi licznik. I facet fullface mnie wyprzedził. Ale gość spoko bo pokazał mi gdzie licznik leży. Szybko się zebrałem i nie dałem za wygraną. Pocisnąłem i już mnie nie widział. Obrałem kierunek Łagiewniki, Arturówek i dom. Uważam dzień rowerowy za zaliczony :) Zdjęcie marne ale klimat był!
Po wypadzie rodzinnym do Uniejowa gdzie wygrzałem swoje cztery litery i przede wszystkim zrelaksowałem nogi trzeba było się zmęczyć. Miałem 1,5h przed pępkowym. Całkiem zacny wypad razem ze złapaniem gumy. Wielki gwóźdź wbił mi się w oponę. Szybka zmiana i dalej napinka. Shower i jestem gotów na pępkowe.
... a potem było ognisko po masowe. A w zasadzie grupa pewnych osób już nie jeździ na masę. Trochę nam się zniesmaczyła taka forma masy. I tak spotkaliśmy się na ognisku na poligonie. Nikt nie wziął ze sobą zapałek ani zapalniczki. Czekaliśmy jakieś dobre 45min na ogień. Grubo. Trochę pojedliśmy pogadaliśmy. Wcześniej zerwałem się z chłopakami Wikim i Jj do domu. Jeszcze z JJ zrobiliśmy po piwku na osiedlu ze znajomymi.
Szybkie treningowe wieczorne kręcenie. Ciężko było się rozkręcić ale zazwyczaj tak mam, że po 20km dopiero wkręcam się na lepsze obroty.Trochę mnie plecy zaczęły dziś pobolewać. Trzeba coś z tym zrobić.
GT FOREVER
Rower to dla mnie sposób na życie. Jeżdżę bo lubię ! Kocham to !
Życie jest jak jazda na rowerze. Żeby utrzymać równowagę musisz się poruszać naprzód
- Albert Einstein
bike lover, minimalist, vegetarian