Bikeworken #144

Wtorek, 15 października 2013 · Komentarze(2)
Standardowo do pracy. Ciepło. Fajnie. W czasie pracy dzwoni Darty czy nie wybiorę się na jeżdżenie. Niestety coś w sobotę skrzypiało GT musiałem to zrobić na przyszłą sobotę. Później czasu nie będę miał. Jestem ciekaw czy to było coś z kasetą. Rozkręcone przesmarowane. Zobaczy się. Najgorsze jest to, że obiawy po parunastu kilometrach się pojawiały. Teraz nie mam jak tego sprawdzić. A na sobotę szykuje się wyrypa. Zobaczymy co z tego będzie. Mam nadzieje, że naprawione. Jak nie trzeba będzie dać do doktora... ale nie Maćka ;)
Rx też kiedyś będę musiał zrobić. Ustawić je żeby nie obcierały. Challange acceptted as always but result is the same ;)

Bikeworken #143

Poniedziałek, 14 października 2013 · Komentarze(0)
Do pracy. Dzisiaj trzeba było mieć oczy dalekiego zasięgu. Mgła straszliwa. Jakoś dałem radę. Przy powrocie spotkałem Jja. Wieczorem do Casto i do paczkomatu dwa razy.

Po pępkowym jest kac.

Sobota, 12 października 2013 · Komentarze(0)
Uczestnicy
Budzę się o 8. Omg, idę dalej spać. Budzę się o 10. Omg nie idę spać. (szybka kanapka i 2 aspiryny). Telefon o 11. Barto jak tam? Spoko jeszcze godzinka i dam radę. Pobudka o 12. Śniadanie, kawa. Huh nie no muszę wyjść. Godzina 13 jestem już na bajku. Chłopaki pojechali do Brzezin na XCO Junior Cup. Ja kieruję się też w kierunku Brzezin ale jadę do Natolina. Wieje strasznie. Tempo mam 20-21km/h. Po 30min wypociłem co potrzeba ;). Dojechałem do siostry. Tutaj czekał na mnie pyszny obiad zupa dyniowa, frytki domowej roboty oraz schabowy z grzyba boczniaka. Mmmm pychota. Godzina lekko po 16 dostaję tel. od Jj, że ruszają z Brzezin. Umawiamy się, że będą jechać czarnym szlakiem. Tak też zebrałem się na czarny szlak. Spotkaliśmy się na budowie autostrady za Byszewami. I tak w ekipie Doktor, Jj, Adam i (nie pamiętam imienia) dojechaliśmy do Kalonki. Tam Doktór i nie pamiętam imienia (sorry) kierują się na marmurową a my dalej na Łagiewniki. Godzina 18 i jestem w domu. Nawet nie źle wyszło jak na dzień na kacu. Rower na wszystko ;)

Uwielbiam widok po zjeździe za radarem

Bikeworken #142

Piątek, 11 października 2013 · Komentarze(0)
Do pracy a potem po pracy na saune i basen. Szybki powrót, przebieranie i na pępkowe.

Powiem tyle: we are sending love message to the world!

Bikeworken #141 + urodziny Doktora + po tarcze.

Czwartek, 10 października 2013 · Komentarze(1)
Najpierw do pracy. Potem podjechał Doktor. Ruszyliśmy w kierunku Piłsudskiego 187 do MCSport po tarcze. Ale najpierw podziwialiśmy "uroki" trasy W-Z. Masakra. Potem wskoczyliśmy na chwilę do sklepu. Szybkie wejście do MCSport i ruszyliśmy na dworzec Łódź Widzew. I tam chwila na ciasto chipsy i piwko. Jednym słowem urodzinowe przyjęcie pod drzewem. Sto lat Doktor niech Cię rower niesie!
Po spotkaniu jeszcze wstąpiłem na sekundę do rodziców.

Sto lat Doktor!!!

I tak sobie wisi...

Środa, 9 października 2013 · Komentarze(2)
Po pracy wyskoczyłem do Łagiewnik pośmigać. Typowo wyżyć się w tereni. Trochę podjazdów, trochę zjazdów. Przyjemny ciepły wieczór. W lesie pełno liści więc kolorów od groma. Jeszcze przed wyjście zrobiłem dalszą część rewolucji czyli w końcu wieszak na rower jest :)



A tak było w lesie:

i tak:


a mój kot relaksuje się tak:

Tum bije się z górą św. Małgorzaty i ból dupy przez Włochy

Sobota, 5 października 2013 · Komentarze(0)
Kierunek Modlno, Gięczno, okolice Piątku by dojechać do góry św. Małgorzaty i zrobić sobie popas. Energetyk plus pyszne ciacho żony Jja. Jak już zjedliśmy ruszyliśmy na Tum.

Dupa mnie boli... Selle Italia siodło nie należy do najbardziej komfortowych. Dupa zaczyna mnie na... po 50km. Nie wiem może to kwestia przyzwyczajenia. Bo rozmiarowo jest ok. Parę razy robimy przerwę by zmienić lekko ustawienie siodła. Jeszcze szukam tego doskonałego ustawienia.

Chwila przerwy na zwiedzanie w Tumie. Kierujemy się na Łęczycę. Przejeżdżamy przez centrum by wjechać w szalejący wiatr. I tak się z przyjemnej wycieczki zaczął hardcore. :/ dupa co raz bardziej bolała... dalej jedziemy na Krzepocinek, Parędzice przez zajefajne osiedle Leźnicy Wielkiej. Powiem szczerze dla mnie to masakra mieszakać w bloku w takiej mieścinie. (bez obrazy dla mieszkających w bloku w małej mieścinie). Gdzieś koło Rożyc Żmijowych jemy Grześki. Dojeżdżamy do Parzęczewa. Trochę już mamy dość. Wiatr nas dobrze wywiał. Sprawdzamy najszybszy kierunek powrotny. Przy okazji zjadamy ostatnie banany. Na mapie fajnie wygląda kierunek przez Grotniki. Fajnie schowamy się przed wiatrem. Mijamy fajną osadę Indiańską. Wjeżdżamy w las. Wszystko fajnie pięknie tylko droga prowadzi pod górkę i cały czas piach. No... k... m... jak nie wiatr to piach i podjazd. Ehh no ale kręcimy. Maszyny zacne trzeba jechać. Gdzieś po drodze grzybiarze robią sobię przerwę na jointa co by lepiej się zbierało. Wyjeżdżamy w Zgierzu gdzie nadal wieje. Przez Borutę dojeżdżamy na Rado. Szybkie rowerowe piwko, powrót do domu na regenerację i jedzenie.


Jeszcze się zastanawiam nad tym siodłem 135g nie w kij dmuchał. Zostawiłem sobie na wszelki wypadek moje poprzednie siodło. W razie gdyby ból dupy nie ustał i komfort wygrał z dodatkowymi 150 gramami ;)