Nigdy więcej z Prezesem!

Sobota, 12 września 2015 · Komentarze(2)
O tak! Nigdy więcej bo Prezes skręcać nie umie! Pierwsza gleba w tym sezonie zaliczona. Prezes postanowił sobie od tak skręcić. I padłem jak długi!

Od początku. W maratonie dookoła zalewu Sulejowskiego nie miałem w planach startować. Jednak nie było pomysłu na sobotę. Jednak wybrałem maraton. Już miałem przelewać kaskę 50zł na start. Jednak okazało się, że wpisowe wzrosło już do  70zł. O nie. To już za duża kasa. Trasę zalewu przejeżdżałem nie raz. Więc zrezygnowałem. 
I tak z Norbertem postanowiliśmy, że pojedziemy pokibicować i przejechać się po prostu trasą. Bez numeru. Na lajcie. 

 Poranek był dla mnie ciężki. Zresztą to nie nowość. Zaliczyłem małe spóźnienie. Po spakowaniu i zabraniu Norberta dojechaliśmy do do Sulejowa 10min po starcie. Cóż. Na dobre to wyszło ale o tym za chwilę. Najpierw gleba. Skręciliśmy w Sulejowie z głównej trasy. Norbertowi przypomniało się o Strave by trzeba było włączyć. I tak wyjąłem telefon. Trzymałem kierownice obiema rękoma tylko w jednej był tel. I tak nagle Prezes skręcił w lewo. Ja rozpędzony około 28km/h nie chciałem wjechać prosto w niego i zahamowałem. Lewą ręką mocniej. Przeleciałem przez kiere. Przeciągnąłem się trochę po asfalcie. Głowa trochę uderzyła o podłoże. Wstałem postękałem chwile.  Sprawdziłem odniesione rany. Bardziej ucierpiał rower. A w zasadzie koszyk na bidon pękł oraz kawałek części od siodełka. Na szczęście można było dalej jechać. (nie wspomnę o !@$&*^$#%$@##& na Prezesa ;)) 

Ok, ruszyliśmy, wjechaliśmy w teren. A tu nagle jakiś gość wraca się. Flak z tyłu. 
- Panowie macie może łatki? 
- mamy, dać Ci?
- o super pewnie! dzięki
w tym czasie kolejny gość idzie i prowadzi rower - chcesz dętkę? ja mam koło zblokowane nigdzie już nie pojadę
- o bardzo chętnie dzięki, 
- Panowie macie pompkę? 
- mamy
- super! dzięki za pomoc! 

I tak poczuliśmy się, dobrze w naszym położeniu. Przynajmniej pomogliśmy komuś z trasy. (potem go i tak wyprzedziliśmy ;) )
 
Ruszyliśmy dalej. Po drodze na moście spotkaliśmy Pixona. Cykał fotki. Pogadaliśmy trochę i ruszyliśmy dalej. Nam też zrobił fotę. Pixon masz gdzieś ją?

Dalej w zasadzie nic więcej się nie wydarzyło. Trasa przejechana. Trochę zawodników wyprzedziliśmy. Prezes trochę spuchł ale dał radę. Dojechaliśmy na metę. Spotkaliśmy ludzi z RS. I tyle. Potem na sam koniec odprowadziliśmy Basię na niebieski szlak. Basia zdobyła złoto w swojej kategorii. Wielkie gratulacje! 

Nigdy więcej z Prezesem!
No dobra  żartowałem. Wiesz Prezes przecież <3 ;) 



Do pracy rowerem #142

Piątek, 11 września 2015 · Komentarze(0)
Powoli uzupełniam. 
Żeby mieć transport na maraton w Sulejowie pojechałem po Kangoora. Powrót blaszakiem. 

Bobrowniki - Wyszogród - Bobrowniki

Sobota, 5 września 2015 · Komentarze(2)
Pociągiem do Bobrownik. Wsiadłem do pociągu na stacji Radogoszcz Zachód. 




Myślałem, że będzie mało ludzi. W końcu to już wrzesień. Myliłem się tłumy takie same jak w wakacje. Ledwo co zmieściłem się z rowerem. 


Most w Kompinie wreszcie jest remontowany. 




Jechało się pięknie w kierunku Wyszogrodu. Wiatr w plecy cały czas.





Na pewnych odcinkach prędkość nie schodziła poniżej 40km/h. Plan był taki żeby jak najszybciej dojechać do Wyszogrodu. Odpocząć zjeść coś dobrego. I wracać. Wiedzieliśmy, że powrót będzie ciężki. Wiatr w ogóle nie zmieniał kierunku jazdy.



Krótki odpoczynek.
Mało co by nas zwiało z tego mostu!



Dojechaliśmy :]






Udaliśmy się do centrum w poszukiwaniu pizzeri. Znaleźliśmy jedną. 
Dialog z Panią obsługującą:
- Dzień dobry
- Dzień dobry
- jak duża jest pizza ?
- nie ma pizzy
- przecież to pizzeria, w pizzeri nie ma pizzy?
- nie ma są tylko hamburgery, frytki i zapiekanki
- yhm!

W tył zwrot i pojechaliśmy do małej kafejki, którą wcześniej zauważyliśmy.



Kawka, zapiekanka chwila pogawędki i ruszamy w drogę powrotną.
Wyszogród to strasznie smutne miasto. Bardzo smutne. Nie czuliśmy się w nim dobrze.

Gdzieś w drodze powrotnej:



Dokładnie tutaj: 


Droga powrotna to niestety ciągła walka z wiatrem. Niestety mocno wiało tego dnia. Za nic nie chciał zmienić się kierunek wiatru.



Ale humory nas nie opuszczały


Widoczki były piękne:


Słoneczko świeciło:

Powrót zrobiliśmy przez Łowicz. A na koniec rundkę dookoła Bobrownik. Asfalty wyśmienite. Można czasówkę uskuteczniać :]