avatar

 

 

 

 


Omnia mea mecum porto dopracyrowerem.pl
baton rowerowy bikestats.pl 

Archiwum

Wpisy archiwalne w kategorii

Wyprawy

Dystans całkowity:1612.72 km (w terenie 795.96 km; 49.36%)
Czas w ruchu:96:12
Średnia prędkość:16.76 km/h
Maksymalna prędkość:64.01 km/h
Liczba aktywności:17
Średnio na aktywność:94.87 km i 5h 39m
Więcej statystyk
  • DST 39.00km
  • Teren 39.00km
  • Czas 02:50
  • VAVG 13.76km/h
  • Sprzęt GT Avalanche 2.0 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Góry Izery dzień 3. SinglTrekPodSmrkem ! Welcome in Heaven !!

Sobota, 11 sierpnia 2012 · dodano: 15.08.2012 | Komentarze 0

W nocy niestety zaczyna lać. I nie przestaje do rana. Na szczęście nasze namioty nie przemakają, w porównaniu do innych turystów. Wylewają garnkami wodę z namiotów ! Jemy śniadanie, pakowanie i w drogę ! Lekko pada deszcz, spijamy kawkę przed Swieradowem. Kawa stawia nas na nogi. Dojeżdżamy do Czech Nove Mesto. Niestety nie ma nigdzie oznaczenia jak jechać na SinglTrek Centrum. Jakoś znajdujemy drogę i parking (8zł za dobę, nie jest źle trzeba pamiętać, że singltrak centrum jest miejscówką całkowicie darmową !!! ) . At last ! Jesteśmy tu !!! Jak na razie parking jest pusty. Parę samochodów tylko stoi. Ciuchy rowerowe na siebie trzeba założyć i czas zacząć zabawę. Podjeżdżamy do centrum SingleTraków gdzie jest restauracja, toalety, prysznic, myjka do rowerów i stojaki na rowery. Oczywiści są też mapy ze szlakami. Wybieramy najłatwiejszy szlak na rozgrzewkę czyli niebieski. Dojazd praktycznie do wszystkich szlaków zaczyna się od szlaku zielonego. Zjeżdżamy w niebieski. Siąpi deszcz. Jest ślisko, kałuże i błoto. Nie które odcinki są zrobione z desek poustawianych poziomo. Jj jedzie pierwszy. Zdążyłem pomyśleć Jj uważaj dechy są śliskie i widzę Jja jak leci z roweru i spada na twarz. Chwila przerwy. Jj dochodzi do siebie. Tzn. już mu się odechciało jeździć no ale niebieski trzeba skończyć. Dojeżdżamy z powrotem do centrum cali brudni i ubłoceni. Hell yeah to lubię :P Jemy drugie śniadanie. JJowi wraca chęć do jazdy. Ruszamy na najdłuższy szlak czerwony. I tu się zaczyna fun. To trzeba samemu przeżyć. Ścieżki są niesamowite. Różnorodne, szybkie, techniczne dające duże możliwości przejazdu. Tzn. jesteś początkujący dasz radę je przejechać. Jesteś pro pociśniesz i będziesz miał taki fun, że nie wiem co. Ja miałem wielki ubaw. Szkodą, że Jj powoli gasił swój zapał. Upadek go zdemobilizował. Ja się cieszyłem jak dziecko. Szlaki są bardzo dobrze oznaczone. Nie trzeba sięgać do mapy, każde skrzyżowanie jest oznaczone. Każdy trudniejszy odcinek jest oznaczony. Czesi wykonali kawał dobrej roboty. Na pewno tu wrócę i zaliczę wszystkie traki. O tak spędzę tutaj cały dzień i mam nadzieje, że pogoda będzie lepsza. Wracamy ze szlaku jeszcze bardziej ubłoceni niż poprzednio. Ustawiamy się do kolejki na myjkę rowerową. Jeden minus jest tylko jedna. Mogły być co najmniej 2. Na automacie jest napisane 30 koron za mycie. Trzeba kupić żeton. Kupuje dwa. Okazuje się, że automat pracuje cały czas i nie trzeba żadnych żetonów. Nie wiem dlaczego taką zmyłę zrobili. Rowerki umyte, ciuchy przemoczone deszcz zaczyna padać a parking pełny ! Miejscówka jest oblegana przez Czechów. Widać, że się tym jarają.
Czas na powrót do Szklarskiej na jedzenie. Zaczyna padać jeszcze mocniej wręcz ściana deszczu. Decydujemy się na powrót do Łodzi. Pogoda zrobiła swoje. No cóż podsumowując wyjazd rewelacja. Cieszę się, że dwa dni były słoneczne bez opadów. Ciut zimno ale do przeżycia. Wyjazd kozacki jesteśmy zadowoleni, zmęczeni fizycznie ale psychicznie zregenerowani. Zapraszam do galerii zdjęć choć ze Smrku jest mało bo tu jest fun zjazdy a nie czas na robienie zdjęć :D !









Panoramy by Jj:
Hala Izerska 1
Hala Izerska 2
Kopalnia Kwarcu Stanisław
Sine Skały
SingleTrek pod Smrkem
Widok na Izery Wysokie
Widok z Wielkiej Skały na Szklarską Porębę
Kategoria Wyprawy


  • DST 64.00km
  • Teren 50.00km
  • Czas 05:22
  • VAVG 11.93km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Sprzęt GT Avalanche 2.0 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Góry Izerskie dzień 2.

Piątek, 10 sierpnia 2012 · dodano: 15.08.2012 | Komentarze 1

Pobudka o 8 rano. Lekko zapuchnięci wstajemy i jemy śniadanie. Przed tym Netto i zakupy. Bułka z pasztetem zupka chińska nie ma jak kempingowe żarcie. Najedzeni i ubrani uderzamy na niebieski szlak. Zamierzamy dzisiaj przejechać go całego. Ruszamy. Pierwsze co nas czek a to wspinaczka Izerskie Garby do Kopalni Kwarcu. Dajemy radę spokojnie choć okulary mi zdążyły zaparować. Dojeżdżamy do kopalni. Następnie Szklarską Drogą do Rozdroża pod Cichą Równią i Konną Ścieżka do Chaty Górzystów. Kanapka, baton i w drogę. Wspinamy się na Kozi Grzbiet, Drwale i potem zjazd Starą Droga Izerską do Świeradowa Zdrój. Bardzo różni się od Szklarskiej. O wiele mniej knajp praktycznie zero. Znajdujemy restauracje. Zamawiamy ja flaki i kawka, Jj żurek. Pychota, jest pięknie nie pada, słońce świeci. Ruszamy dalej niebieskim szlakiem. Wspinamy się na Sępią Górę. Tak tak nie wjeżdżaliśmy tylko wspinaliśmy się z rowerami na plecach. Taki był plan i w pełni go zrealizowaliśmy. A jak to mówią, żeby był zjazd musi być najpierw podjazd. Prosto z Sępiej Góry jedziemy na Wysoką, Jastrzębieć do Płókowego Mostu. Piękne widoki cały czas nam towarzyszą. Piękna zieleń, zapachy natury żyć nie umierać. Dalej na kręcimy na Wądolno i zaliczamy Piaszczysta, Jastrzębiec 2, Gaik, Kopań Kozią Szyje, Wrzosówkę prosto na Babią Przełęcz. Zjeżdżamy na zielony szlak, który prowadzi na Górzyniec. Dalej w niebieski przez Szare Skały Wodospad Szklarski i wreszcie dojeżdżamy do Szklarskiej. Szlak w okół Szklarskiej jest niesamowity. Cały czas biegnie wzdłuż rzeki. Dzień rowerowy zakończony piwkiem na kempingu. Wieczór wyraźnie cieplejszy od poprzedniego. Shower i na miacho na jedzenie. Wybieramy restauracje Metafora. Zestaw shoarmy bardzo dobry popijany piwkiem. Trochę drogo ale warto. Bo dobre i dużo ! Po kolacji idziemy po kolejne piwko. Czas spać. Jutro SinglTrak Pod Smrkiem !!!!










Kategoria Wyprawy


  • DST 63.00km
  • Teren 45.00km
  • Czas 04:30
  • VAVG 14.00km/h
  • VMAX 59.98km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Sprzęt GT Avalanche 2.0 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Góry Izerskie dzień 1.

Czwartek, 9 sierpnia 2012 · dodano: 15.08.2012 | Komentarze 0

Nareszcie moje marzenie się spełniło. Góry Izerskie na rowerze !
Zaczęło się tak:
Środa - wieczorne szybkie pakowanie. Załadowanie rowerów do samochodu i odstawka Doblo na parking.
Czwartek - 3:30 pobudka. Jj podjeżdża 4:15 pod blok. Ruszamy ! Około godziny 10:00 jesteśmy w Szklarskiej Porębie. Jest ciut zimno ale znośnie około 16 stopni. Słońce świeci. Plan był, żeby zatrzymać się na kempingu Pod Małpą ale stwierdzamy, że jest on za daleko od centrum. Znajdujemy kemping Pod Mostem. Ceny 8zł za namiot. 10zł za samochód. 2zł opłata klimatyczna. 5zł prysznic (sic !) Właścicielem jest dobry gość. Trochę hipis. Zdaje mi się, że ciągle ciut nawalony jest ;) Ale człek przemiły można się z nim dogadać. No ale co tu się rozpisywać nad kempingiem, czas na rower. Szybkie rozstawienie namiotów, przebranie w rowerowe ciuchy, kupno wody i w drogę ! Plan na czwartek Harrachov - Orle - Hala Izerska - Chata Górzystów - Siny Szlak -Sine Skały - Izerskie Garby - Wysoki Kamień - Zakręt Śmierci - Chybotek Zjazd do Harrachova jest niesamowity - nie asfaltowy tylko czerwonym szlakiem a końcówka wymiata. Na horyzoncie widać skocznie gdzie Adaś święcił triumfy ! Kupujemy piwko ale nie pijemy go tylko uderzamy na Orle. W schronisku sporo ludzi. Kupuję żurek, Jj kapuśniak. Piweczko (czeskie) spijamy, ciut wieje ale słońce świeci. Po odpoczynku ruszamy dalej, przed CG łapie nas lekka burza. Na szczęście szybko przechodzi. Zatrzymujemy się w CG z nosami w mapie patrzymy co dalej, gdzie jechać. Wybieramy wariant krótszy co by na pierwszy dzień się nie zmęczyć za bardzo. Co się okazuje w górach czy krócej czy dłużej to nie ma znaczenia i tak wrócisz późno. Wspinamy się na Wielką Kopę, Wysoki Kamień. Widoki zapierają dech w piersiach. Coś pięknego GI są prześliczne. Zjeżdżamy z WK trochę mnie ponosi czyt. chciałem, ochłodzić tarcze i zaliczam glebę na pięknej kamienistej pochylni. Groźnie wyglądało. Mój nowy softshell wytrzymuje crashtest. Nic z nim się nie stało. Ze mną w sumie też ok. Kolano zbite, trochę pozdzierana ręka. Wskakujemy dalej na bajki i ruszamy w kierunku Szklarskiej Poręby. Czeka na nas Zakręt Śmierci, Chybotek, shower i pizza. Polecam w Szklarskiej Pizze Habanero nie jest może duża ale bardzo smaczna i ma dużo dodatków. Jedna osoba się nie na je a NAŻRE. Plus do tego piwko z sokiem. Żyć nie umierać, zasłużyliśmy na drugie zimno piwko. Szkoda, że wieczór się robi bardzo chłodny. Telepie nas z zimna. Huh jak sobie przypomnę jak zmarzłem. Dawno się tak nie trząsłem. Zmęczeni wracamy do namiotów.Aha przygotowanie do spania: podłoże - płachta na siedzenia od samochodu, gruby koc i karimata. Na sobie oprócz bielizny i skarpet. Getry, dresowe spodnie, koszulka, góra od bielizny termicznej, cienka bluza 1, cienka bluza 2 i do tego polar. Można spokojnie spać. Miałem obawy, że zmarznę ale nic z tego. Zasypiam w 3 sekundy... Podsumowując Góry Izerskie powodują, że jak jedziesz to masz cały czas banana na twarzy. Coś pięknego.






















Kategoria Wyprawy


  • DST 121.59km
  • Teren 60.00km
  • Czas 06:16
  • VAVG 19.40km/h
  • VMAX 60.28km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt GT Avalanche 2.0 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ponidzie - dzień 1

Sobota, 14 lipca 2012 · dodano: 23.07.2012 | Komentarze 0

Już się nie napisze. Zobaczcie zdjęcia i już!
Zdjęcia:





















Panoramy:


Mapa (mniej więcej tak to wyglądało):
Kategoria >100km, Wyprawy


  • DST 79.00km
  • Teren 45.00km
  • Czas 04:17
  • VAVG 18.44km/h
  • Sprzęt GT Avalanche 2.0 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Góry Świętokrzyskie 2011 - Dzień 3

Sobota, 27 sierpnia 2011 · dodano: 25.09.2011 | Komentarze 0

Po gorącej nocy przyszedł piękny słoneczny dzień.Pobudka, którą zaplanowaliśmy na godzinę 8:00 wyglądała mniej więcej tak... O godzinie 6 już nie mogłem spać. Był straszny upał w namiocie. Kręciłem się z boku na bok. Tak do 7:30. W końcu krzyczę do Jja. JJ wstawaj bo mi się już nie chce spać. JJ lekko podirytowany dał się namówić na wcześniejsze wstawanie :]. Opuchnięci ale w dobrych humorach szybko się spakowaliśmy. Następnie shower, lekkie śniadanie i wsiedliśmy na siodła. Huh to bolało :P Pierwsze wrażenie nie było przyjemne. No cóż ale trzeba jechać. Zakupy w pobliskim sklepie. 4L wody 2 energy drinki i jazda. Z Suchedniowa kierujemy się do Suchedniowsko-Oblęgorskiego Parku Narodowego. Czarny szlak jest piękny. Na początku asfaltowy, potem szutrowy. Wspaniale nam się jechało. Ścieżki po horyzont. Żywej duszy brak. Aż nas wzięła lekka głupawka. Dalej kierujemy się do Świniej Góry gdzie skręcamy w lewo na Wilczy Bór. Wszędzie dookoła zielono, kolorowo po prostu ślicznie. Aż chce się kręcić i jak najszybciej złapać nieuchwytny horyzont. Niestety sielanka musi się kiedyś skończyć.Docieramy do krańców parku dokładnie do Jasiowa. Przed nami ogromny zjazd asfaltowy :D. Ajt to do dzieła. Rozpędzamy się do prawie 60km/h. Zachciało nam się ścigania... Na szczęście w pewnym momencie górka się robi trochę płaska i zwalniamy. Potem znowu następuje przechylenie. I staje się nieszczęście. Zrywa mi się łańcuch. Wpada między oponę a ramę. Blokuje się koło. Gdzieś na asfalcie jest trochę piachu. Wpadam w poślizg. Jj jeszcze zdążył krzyknąć SAMOCHÓD... Bum! Przez 3m mnie pociągnęło. Jeden spd`ek się nie wypiął. Chwilę leżę tak przypięty. Zaczyna mnie boleć łokieć. Po chwili wstaję. Oględziny nie wykazują większych szkód. Patrzymy na rower. Łańcuch zerwany a mówiąc dokładniej zapinka do łańcucha wyparowała. Najprawdopodobniej na końcowych odcinkach Parku. Ostatnie 5km. to jeden wielki koci łeb. Jj postanawia poszukać zapinki. Zrzuca plecak i jedzie pod górę. Chwilę odpoczywam. Piasek przylepiony do łokcia. Okropność. Mija dłuższa chwila. Jj wraca. Zapinki brak. Nie ma tragedii. Spiąłem łańcuch na sztywno. Można jechać. Lekko niestety zgasłem po tym wypadku. Kierujemy się do Dębu Bartka. Jedziemy tabliczka 150m Dąb Bartek jedziemy nigdzie go nie ma. Przejechaliśmy ze 300m odwracam się tabliczka znowu 150m Dąb Bartek. K... gdzie on w końcu jest...wracamy. W końcu widzę bramę, na której jest wielki napis Dąb Bartek. Przejeżdżamy przez nią. Nadal nie widzę tego drzewa. Co jest !!!! Jadę dalej. Stoi przede mną trzech panów. Jeden się odzywa, służbista pi... "A panowie nie mają gdzie jeździć ?! Przecież tu jest Dąb Bartek. Poza tym ludzie zwiedzają. Się może ludziom krzywda stać" Ja wk.. po wypadku mówię spoko nic się nie stanie. Jadę dalej odwracam się a tu w końcu ten cholerny Dąb Bartek stoi za nami. Cały czas tu był. Myślałem, że gdzieś stoi w jakimś lesie schowany. A on przy samej drodze asfaltowej. Znowu pi... służbista się odzywa. "Panowie mogliby się cofnąć poczytać tabliczkę z opisem. Przyjeżdżają takie turysty i potem nic nie wiedzą" Dalej wk... mówię spoko poradzimy sobie i objeżdżamy dokoła dęba żeby usiąść. W końcu siadamy, chwilę odpoczywamy. Czas na fotki. Jj postanawia zrobić fotkę stojąc na ławce. Służbista pi... nie odpuszcza "kto teraz będzie to zmywał, jak teraz ktoś usiądzie" - myślałem, że faceta rozerwę. Co za skurwiel pierdolony się przypierdolił. Jj mnie uspakaja bo już chciałem do gościa iść i opierdalać. Dałem se spokój ale mnie z równowagi gość wytrącił... Jak ja nie znoszę takich ludzi. Przecież nic złego nie robiliśmy... Dobra kończę opowieść o służbiście bo mi się ciśnienie podniosło. Kierujemy się w kierunku Kielc. Drogą przez Siodła, górę Krzemionkę. Piękna droga asfaltowa. Dookoła las. Jadąc widzimy znaki za 3km. droga zamknięta. Jj mówi jedziemy dla rowerów pewnie zamknięta nie jest. Mówię Ok przygoda. I tak sami bez żadnych samochodów jedziemy pięknym prościutkim asfaltem. W końcu docieramy do autostrady S7 gdzie nie ma mostu. Ups...Udaje nam się na szczęście obejść tą mała niedogodność. Po chwili jesteśmy znów na szlaku :D Polak potrafi ! Asfalcik prowadzi nas prosto do Kielc. Docieramy na parking. W brzuchach nam burczy. Zostawiamy wszystkie rzeczy i jedziemy coś zjeść. Obiadek pierwsza klasa. Kelnerka zresztą też :D
Oczywiście to nie koniec wycieczki. Dopiero godzina 14. Postanawiamy zwiedzić Jaskinię Raj. Już bez plecaków, najedzeni pędzimy przez Kielce. Dojeżdżając do jaskini uświadamiam sobie że nie wzięliśmy bluz. Na zewnątrz 28 stopni ciepła w jaskini 7... choróbsko gwarantowane. Stety/niestety okazuje się, że wszystkie bilety do jaskini Raj są wyprzedane. Tak to już tutaj jest, że najlepiej sobie rezerwować bilety. Nie miałem pojęcia, że tak oblężona jest jaskinia przez turystów. Po krótkim odpoczynku patrzymy na mapę. Kierunek powrotny czerwonym szlakiem tzw. Zgórskimi Lasami. Uhhh ale kielczanie mają tereny do jazdy. Cóż za zjazdy. Cieszymy się jak dzieci. Polecam zjeździk z góry Patrol. Dalej kierujemy się na Słowik potem Zalesie Pierwsze, Białogon na Pasmo Kadzielańskie przez Karczówkę. Tutaj drug raz zrywam łańcuch. Cóż szybka naprawa i dalej jazda. Szkoda niestety, że to już końcówka. Docieramy do Kielc. Powoli kręcąc wspominamy szlaki, które przebyliśmy. Zazdrościmy terenów. Tutejsi mają gdzie jeździć. Na koniec docieramy na ulice Sienkiewicza. Szybkie lody i do samochodu. To była piękna wyprawa. Uśmiechnięci wypoczęci psychicznie, naładowani pozytywną energią ze wspaniałymi wspomnieniami wracamy do domu. Warto było !
Ps. Miałem napisać statystyki zjedzone/wypite ale już tego dokładnie nie pamiętam. Na pewno będzie kolejna wyprawa. Wtedy się przyłożę... a wyprawa na pewno będzie myślę, że nie jedna...

Mapa:
Suchedniów - Kielce


Kielce - Jaskinia Raj - Kielce


Zdjęcia:




















































Kategoria Wyprawy


  • DST 57.00km
  • Teren 40.00km
  • Czas 05:30
  • VAVG 10.36km/h
  • Sprzęt GT Avalanche 2.0 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Góry Świętokrzyskie 2011 - Dzień 2

Piątek, 26 sierpnia 2011 · dodano: 20.09.2011 | Komentarze 4

Dzień drugi - 26 sierpień 2011
W nocy jednak przeszła burza. Co nas przekonało, że dobrze zrobiliśmy wykupując kwaterkę. Nasze namioty by tego nie przeżyły. Pobudka o 8 rano. Spuchnięci ale wypoczęci (można tak powiedzieć) zaczynamy powolne pakowanie. Potem śniadanie. Od rana upał straszny. Zero chmurki na niebie. Zaczynamy dzień od Świętokrzyskiego Parku Narodowego na Łysą Górę 595npm (Święty Krzyż). W drodze do bram Parku odnajdujemy camping. A jednak istnieje i ma się całkiem dobrze. Jedziemy dalej przy wejściu do parku przemiła Pani sprzedaje nam bilety i mówi, że można jechać rowerem. Cieszymy się z tego krótko gdyż wejście na ŁG jest na maksa kamieniste. Jednak warto było się wdrapać gdyż piękne widoki zapierają dech w piersiach. Chwilę się zachwycamy po czym zbieramy się w dalszą drogę. Zjeżdżamy asfaltem w kierunku Jodłowego Dworu, coś pięknego, 60km/h maks :D Potem wbijamy się w czerwony pieszy szlak. Oj dawno się tak nie ubawiłem zjazdem. Polecam każdemu może nie jest to szlak beskidzki ale daje w kość. Chcemy tam wrócić ! I jeszcze raz przebyć ten szlak bo jest naprawdę z niego wielki fun ! Pod koniec lekko się gubimy ale po chwili wbijamy się dalej na szlak kierując się na Kakonin. Tam wchodzimy znowu do Parku. Najpierw wbijamy się na św. Mikołaja - 547npm (żałuję braku fotki z tego szczytu). Aha zaznaczam, że wszystkie szlaki to szlaki piesze nie rowerowe. Często gęsto rower na plecy i cheja pod górę bo inaczej się nie da. Przy okazji plecak na plecach nie jakiś malutki tylko taki 10kg. Pot krew i łzy. Jest pięknie ! Leje się z nas. Ale co z tego. Czujemy, że żyjemy. To jest to co kochamy. Brniemy dalej ludzie się dziwią, że jesteśmy tu z rowerami. Cóż odp. Panie na Przechybie z tym bajkiem byłem więc taki św. Mikołaj to pikuś ;) Dalej szlakiem czerwonym na Łysice 612npm. Dużo niestety było marszu niż jazdy. Taki teren niestety nie dało się inaczej. Kierujemy się na Bodzentyn. Mieliśmy z czerwonego szlaku zjechać w niebieski i kierować się prosto do niego ale sobie darowaliśmy i zjechaliśmy do Świętej Katarzyny do trasy 752. Zmęczeni i głodni wjeżdżamy do centrum na pyszny obiadek. Oj był naprawdę pyszny ! W Bodzentynie są ruiny zamku. Odpoczywamy tam godzinkę. Upał nadal trzyma jakieś 28stopni. Cieszymy się, że pogoda dopisała. Z Bodzentyna kierujemy się niebieskim szlakiem do Sieradowickiego Parku Krajobrazowego. I tego parku nigdy nie zapomnimy. Od granic parku kierujemy się niebieskim szlakiem przechodzimy tak czyt. przechodzimy przez Rezewat Góra Sieradowska. Nigdy więcej takiej dżungli. W takich chaszczach jeszcze nigdy nie byłem. Nie wiem czemu zdecydowali się poprowadzić tutaj szlak. Zupełnie się zgubiliśmy. Nie mogliśmy odnaleźć żadnego znaku. Tak jest właśnie w rezerwatach. Bardzo mało oznaczeń. Wreszcie po 40min błądzeniu już po postanowieniu, że się wracamy zauważam mini mostek nad rzeczką, wzdłuż której się poruszaliśmy. Mostek zbudowany spróchniałych drzew. Za nim oznaczenie szlaku. Uffff. Nareszcie wyjście. Nie będę tutaj mówił statystyk wyrazów na k, p, c itp... Wychodząc z rezerwatu możemy w końcu wejść na bajki. Dojeżdżamy do czerwonego szlaku rowerowego. Nazywa się Wokół Starachowic. Ależ piękny szlak. Ścieżka po horyzont. Szeroki szutrowy. W górę i w dół , w górę i w dól. Pięknie. Kierunek Suchedniów. Jadąc znajduję licznik. Atech F25. Jeśli ktoś zgubił niech da znać. Nadal go mam. Zjeżdżamy z czerwonego szlaku w Dobrej Droży, kierując się na Kleszczyny i w końcu Suchedniów. W Suchedniowie jedziemy nad Zalew Kamionka na przepiękny kamping. Z prysznicami, kuchnią, radio węzłem, pralnią i barem, który nie omieszkaliśmy odwiedzić. Polecam gorąco . Kolejność po przyjeździe była taka. Piwo, rozstawianie namiotów. Piwo, shower, kolacja. Piwo piwo piwo :D spanie... Bardzo miły, ciepły a wręcz gorący wieczór. Kolejny z serii do powtórzenia. Ehhh łezka się w oku kręci... cdn..
Mapa:

Zdjęcia:































Kategoria Wyprawy


  • DST 91.00km
  • Teren 40.00km
  • Czas 05:30
  • VAVG 16.55km/h
  • Sprzęt GT Avalanche 2.0 Disc
  • Aktywność Jazda na rowerze

Góry Świętokrzyskie 2011 - Dzień 1

Czwartek, 25 sierpnia 2011 · dodano: 11.09.2011 | Komentarze 0

Wyprawa Rowerowa w Góry Świętokrzyskie.
I Dzień - 25 sierpień 2011
Wyjeżdżamy z JJ`em o godzinie 9:30. Kierunek Kielce. Leje. Oberwanie chmury nad Łodzią. Zastanawiamy się co będzie w Kielcach. Całą drogę lało. Wjeżdżamy do miasta chmurki się rozchodzą. Słonko wychodzi. Jest pięknie. Dojeżdżamy do ulicy Bodzentyńskiej postawić samochód na parkingu. Szybkie przebranie. W siodło ! Jest godzina 12. Kierunek Chęciny. Na zamku w Chęcinach zaczynają się pierwsze piękne widoki. Nie zwiedzamy zamku gdyż czas nas goni. Obeszliśmy cały zamek bokiem. Przy bramie chwila przerwy na popas i dalej jazda. Kierunek Brzeziny Blicza Marzysz. Przed Marzyszem się gubimy. Wyciągamy mapę (niestety będzie to częste gdyż szlaki w kieleckim są bardzo słabo oznaczone). Jest tyle komarów, że nie można swobodnie spoglądać na trasę. Spotykamy miejscowych działkowiczów na rowerach. Jadą do Marzysza. Jedziemy za nimi. Dzięki chłopaki. Dotarliśmy do sklepu. Kupno wody i dalej w trasę. Oprócz zjazdu w Chęcinach na razie dosyć płasko i asfaltowo. Chociaż całkiem przyjemnie. Upał straszny. Plecaki zaczynają ciążyć. Jedyny mankament wyprawy. Dalej Borków Słopiec - tutaj fajna asfaltowa kręta droga. Dalej Niwy zaczyna trochę padać. Nawet dobrze bo taki upał, że dało nam to trochę ulgi. Wreszcie w Niwach wjeżdżamy w las piękną trasą rowerową. Aż do Makoszyna. Po drodze spotykamy rowerzystę. Pytamy o drogę chwila rozmowy i dalej trasa. Makoszyn dalej Lechów, w którym Jja dopada kryzys. Schodzimy z rowerów. 15min. spacer i dalej w siodło. Dojeżdżamy do Bartoszowin do trasy gdzie zaczyna się przepiękny zjazd do Nowej Słupi, która jest naszym celem. Coś pięknego ten asfalcik cały czas w dół do Nowej Słupi. Przy okazji widzimy okropne chmury i co 5min. błyskawice. Stwierdzamy, że musimy znaleźć nocleg bo nasze Tescowe namioty takiej burzy nie wytrzymają. Uradowaniu widokiem Nowa Słupia 1km pędzimy do centrum. Ulga bo zmęczenie dawało się we znaki. Godzina 20. Pytamy o kemping w sklepie tak dla czystego sumienia. Mówią, że nie ma. Utwierdzamy się w przekonaniu, że trzeba wziąć nocleg. Tak też robimy. Obok sklepu przyjemny hotelik. Szybka rozmowa 30zł za noc od osoby. Całkiem rozsądna cena. Pani też twierdzi, że kempingu nie ma. Następnie idziemy coś zjeść. Mmmm pizza. Polecam pizze w NS u przemiłej wyluzowanej Pani, która naprawdę robi ogromną pizze (pizzera obok spożywczaka na głównym placu - szyld bodajże dotyczy kebaba a nie pizzeri.). Całej nie dajemy rady zjeść. Obok zakupy po 2 piwka. Najedzeni idziemy do ogrodu w hoteliku. Przyjemna ciepła noc. Cały czas się błyska ale do nas burza nie dochodzi. Co ja bym dał żeby jeszcze raz spędzić ten wieczór. Taki ciepły przyjemny. Po 91km wyprawy aż miło tak usiąść wypić piwko i po prostu pochillować. Tej nocy nie padało... cdn.

Mapka:

Zdjęcia:














Kategoria Wyprawy


  • DST 221.96km
  • Teren 221.96km
  • Czas 17:21
  • VAVG 12.79km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pewnego wieczoru w kwietniu

Sobota, 12 lipca 2008 · dodano: 17.08.2008 | Komentarze 0

Pewnego wieczoru w kwietniu spotkałem SmartA i JJ powiedzieli: mamy plan chcemy przejechać na rowerze Jurę Krakowsko-Częstochowską. Odpowiedziałem spoko ale nie mam roweru. SmartA odpowiedział spoko my też nie. I tak się zaczęło…
Kupiłem rower, chłopaki też i zaczęliśmy jeździć. Złapaliśmy bakcyla w takim stopniu, że już kasku z głowy nie zdejmuje. Oczywiście każdy z nas kiedyś jeździł na rowerze, miał jakiś tam w posiadaniu. Ja np. miałem rower jeszcze za czasów podstawówki. No ale teraz staliśmy się prawdziwymi amatorami :]
Nadszedł ten piękny dzień 12 lipca 2008. Nie mogłem spać. Wstałem o godzinie 4. Ruszyliśmy o 5 na pociąg do Krakowa. (tak postanowiliśmy, że przejedziemy z Krakowa do Częstochowy.) Na samym początki niespodzianka czyli zadyszka już po paru kilometrach. Powodem tego był pełny ekwipunek na plecach. Każdy plecak miał na sobie po jakieś 20-30kg. Ja do tego miałem jedyny bagażnik, wiozłem namiot. Mam tarczówki, dlatego też zakupiłem specjalny bagażnik, który po założeniu przyblokował mi linkę do tylniej przerzutki. Do dworca dojechałem bez tylnich przerzutek. Po małych niedogodnościach dotarliśmy do celu. Mieliśmy już wcześniej zakupione bilety. Wpakowaliśmy się do ostatniego wagonu do ostatniego przedziału i tak zaczęła się nasza przygoda…
Drużyna:
Nazwa BSD (rozwinięcie skrótu jest tylko nam znane ;) ) :
JJ
SmartA
Tenbashi czyli ja…(ten w okularach)

Miało być nas 6 wyszło 3 chyba przeczuwaliśmy od samego początku, że pojedziemy tylko my trzej.
Cel:
Celem naszej wyprawy było przejechanie Jury szlakami pieszymi, trudnymi i bardzo wyczerpującymi jak się później okazało. Najlepiej jak najwięcej dziczy i jeszcze raz dziczy. Wiemy, że niektórzy Jurę przejeżdżają w jeden dzień ale asfaltem. My asfalt omijaliśmy jak tylko się dało. Faktem jest czasem nie było możliwości jego ominięcia i na tych właśnie odcinkach drogi ja nie wyrabiałem, moje oponki Kenda Nevegal jakby zatrzymywały mnie w miejscu. Wtedy czułem się jak samotny jeździec.
Nie mieliśmy zamiaru pokonywać jak największych dystansów w jak najlepszym czasie. Chcieliśmy po prostu ją przejechać. Wycieczka zajęła nam 4dni. W tym 4 dnia o godzinie 13 byliśmy w Częstochowie. Zasmuceni faktem, że to już koniec. No może ja miałem lepszy humor dlatego, że cieszyłem się, że nam się udało! Nigdy wcześniej nie przeżyłem takiej przygody. Po prostu nigdy nie byłem tak daleko na rowerze!
Zdjęcia:
Zdjęć jest bardzo dużo, każdy z nas wziął ze sobą aparat. Nacykaliśmy ich sporo. Tutaj link. (zdjęć jest o wiele więcej coś około 900)
Zdjęcia zaczynające się od IMGP to zdjęcia SmartA.
Zdjęcia IMG 4484, 4492, 4685, 4694, 4712, 4748, 4750 to zdjęcia JJ.
Wszystkie zdjęcia w galerii są chronione prawami autorskimi.
Link do zdjęć

Tak w wielkim skrócie:
Nie będę opisywał każdego dnia gdyż pisałbym i pisał. Żałuję, że nie wziąłem ze sobą czegoś do pisania. Pisałbym wtedy dziennik z wyprawy. Chociaż wieczorami byłem tak zmęczony i zmoknięty, że nie wiem czy miałbym siłę. Mówiąc o moknięciu. Pierwszego dnia zmoknęliśmy strasznie. Na szczęście w Ojcowie rozbiliśmy namiot. Prysznic, piwko i zupka chińska ugotowana na Breżniewce to było coś pięknego.
Drugiego dnia pobudka ciężka, poczuliśmy zmęczenie. Jednak dobry humor nas się trzymał pojechaliśmy dalej. Cel dojechać do Ogrodzieńca. I tak się stało. Tutaj muszę nadmienić odcinek Kraków do Ogrodzieńca bardzo źle oznaczony. Zgubiliśmy się. Na szczęście kompas i intuicja nas uratowały. Podróż wspaniała, często rower na plecach i wspinaczka. Nie zła katorga. Ale za to piękne widoki! Drugiego dnia też zmokliśmy jakoś dziwnym trafem do południa był upał a potem deszcze. Byliśmy strasznie zmoknięci więc postanowiliśmy, że wynajmiemy kwaterkę w celu wysuszenia ciuchów. I tak znaleźliśmy takową z widokiem na zamek. Coś pięknego.
3 dzień to miła pobudka w cieple pod dachem. Śniadanko i jazda na zamek w Ogrodzieńcu. Po zwiedzaniu cel kolejny to dojechać do jeziora „Sen nocy letniej”. Trasa wspaniała, super widok, ciekawa i trudna trasa. Tu też częsta wspinaczka z rowerem na plecach. Tutaj rozbiliśmy namiot można powiedzieć na dziko. Po drugiej kolacji (najpierw pierwszą zjedliśmy w pobliskim barze) znalazł się niby właściciel pola namiotowego. Widać było, że był po paru% spytał czy jakoś się dogadamy. SmartA dał mu dychę wtedy staliśmy się jego ziomami. Nawet rano przyszedł się przywitał.
4 dzień to już szybka jazda do Olsztyna. I najcięższy podjazd pod górkę, przy którym sam z siebie się śmiałem. Śmiałem się tak, że rozśmieszyłem jadącego przede mną SmartA. Śmiałem się z mojego braku sił, po prostu jechałem ich resztkami. Ale potem jaki piękny zjazd. W Olsztynie spadły nam humory, wiadome byliśmy już blisko Częstochowy. Po zwiedzaniu zamku w Olsztynie ruszyliśmy na Jasną Górę. Potem zjazd prosto na dworzec.
Podsumowanie:
Super przygoda nie ma co ukrywać. Moje króciutkie sprawozdanie nie oddaje tego co przeżyliśmy. Naprawdę dużo by pisać. Szkoda, że nie mogłem tego napisać od razu po przyjeździe, pamiętałbym więcej szczegółów. Na pewno planujemy już kolejne wypady. To było coś wspaniałego. Dzięki chłopaki.
Możliwe, że jakieś uzupełnienie będzie na blogu SmartA


PS. Uważajcie na pijane panie w PKP, które potrafią obrzygać rowery.
PS2. To była moja druga jazda po grypie jelitowej. Cieszę się, że dałem rade. Przez tą chorobę zrzuciłem w 5 dni 5 kg.
PS3. Po Jurze mamy nowe przydomki: JJ - kozica na podjazdach nie do pokonania i asfalcie też. Ja człowiek fontanna (któreś zdjęcie w galerii). A SmartA hmmmm chyba nie dostał rzadnej ;-)
PS4. Idę na rower.
Kategoria Wyprawy