Najpierw jak zawsze praca. Potem wieczorne kręcenie z Jjem. Tym razem na niebieski szlak przez Łagiewniki, Modrzewiak, Dobieszków, Michałówek, Klęk, Łagiewniki i dom. Przyjemnie się kręciło, jest moc ! Łyda podaje oj tak :D
Planowany chillowy weekend na działce rozpoczął się jazdą na działkę na rowerze :). Nati pojechała samochodem a ja z Jj wyruszyliśmy na wyprawę. Zgierz, Rosanów, Dzierżązna, Swędów, Stryków, Cesarka, Bartolin, Stare Skoszewy, Moskwa, Lipiny, Podwiączyń, Andrespol, Wiskitno. Tutaj Jj jedzie do Łodzi do domu a ja uderzam na Wolę Rakową. Przyjemny wypad, zakończony grillem i piwkiem ! Niech żyje lato i piękna pogoda.
Jak nic standard. Do pracy i z powrotem. A potem wieczorem miałem tylko godzinę na rower. Zadzwoniłem do Jja i w drogę. Mój standard treningowy ale od tyłu czyli najpierw Łagiewniki, Smardzew, Zgierz, Boruta Dom. Miło i sympatycznie tak pokręcić. Jjowi spodobała się ta trasa.
W nocy niestety zaczyna lać. I nie przestaje do rana. Na szczęście nasze namioty nie przemakają, w porównaniu do innych turystów. Wylewają garnkami wodę z namiotów ! Jemy śniadanie, pakowanie i w drogę ! Lekko pada deszcz, spijamy kawkę przed Swieradowem. Kawa stawia nas na nogi. Dojeżdżamy do Czech Nove Mesto. Niestety nie ma nigdzie oznaczenia jak jechać na SinglTrek Centrum. Jakoś znajdujemy drogę i parking (8zł za dobę, nie jest źle trzeba pamiętać, że singltrak centrum jest miejscówką całkowicie darmową !!! ) . At last ! Jesteśmy tu !!! Jak na razie parking jest pusty. Parę samochodów tylko stoi. Ciuchy rowerowe na siebie trzeba założyć i czas zacząć zabawę. Podjeżdżamy do centrum SingleTraków gdzie jest restauracja, toalety, prysznic, myjka do rowerów i stojaki na rowery. Oczywiści są też mapy ze szlakami. Wybieramy najłatwiejszy szlak na rozgrzewkę czyli niebieski. Dojazd praktycznie do wszystkich szlaków zaczyna się od szlaku zielonego. Zjeżdżamy w niebieski. Siąpi deszcz. Jest ślisko, kałuże i błoto. Nie które odcinki są zrobione z desek poustawianych poziomo. Jj jedzie pierwszy. Zdążyłem pomyśleć Jj uważaj dechy są śliskie i widzę Jja jak leci z roweru i spada na twarz. Chwila przerwy. Jj dochodzi do siebie. Tzn. już mu się odechciało jeździć no ale niebieski trzeba skończyć. Dojeżdżamy z powrotem do centrum cali brudni i ubłoceni. Hell yeah to lubię :P Jemy drugie śniadanie. JJowi wraca chęć do jazdy. Ruszamy na najdłuższy szlak czerwony. I tu się zaczyna fun. To trzeba samemu przeżyć. Ścieżki są niesamowite. Różnorodne, szybkie, techniczne dające duże możliwości przejazdu. Tzn. jesteś początkujący dasz radę je przejechać. Jesteś pro pociśniesz i będziesz miał taki fun, że nie wiem co. Ja miałem wielki ubaw. Szkodą, że Jj powoli gasił swój zapał. Upadek go zdemobilizował. Ja się cieszyłem jak dziecko. Szlaki są bardzo dobrze oznaczone. Nie trzeba sięgać do mapy, każde skrzyżowanie jest oznaczone. Każdy trudniejszy odcinek jest oznaczony. Czesi wykonali kawał dobrej roboty. Na pewno tu wrócę i zaliczę wszystkie traki. O tak spędzę tutaj cały dzień i mam nadzieje, że pogoda będzie lepsza. Wracamy ze szlaku jeszcze bardziej ubłoceni niż poprzednio. Ustawiamy się do kolejki na myjkę rowerową. Jeden minus jest tylko jedna. Mogły być co najmniej 2. Na automacie jest napisane 30 koron za mycie. Trzeba kupić żeton. Kupuje dwa. Okazuje się, że automat pracuje cały czas i nie trzeba żadnych żetonów. Nie wiem dlaczego taką zmyłę zrobili. Rowerki umyte, ciuchy przemoczone deszcz zaczyna padać a parking pełny ! Miejscówka jest oblegana przez Czechów. Widać, że się tym jarają. Czas na powrót do Szklarskiej na jedzenie. Zaczyna padać jeszcze mocniej wręcz ściana deszczu. Decydujemy się na powrót do Łodzi. Pogoda zrobiła swoje. No cóż podsumowując wyjazd rewelacja. Cieszę się, że dwa dni były słoneczne bez opadów. Ciut zimno ale do przeżycia. Wyjazd kozacki jesteśmy zadowoleni, zmęczeni fizycznie ale psychicznie zregenerowani. Zapraszam do galerii zdjęć choć ze Smrku jest mało bo tu jest fun zjazdy a nie czas na robienie zdjęć :D !
Pobudka o 8 rano. Lekko zapuchnięci wstajemy i jemy śniadanie. Przed tym Netto i zakupy. Bułka z pasztetem zupka chińska nie ma jak kempingowe żarcie. Najedzeni i ubrani uderzamy na niebieski szlak. Zamierzamy dzisiaj przejechać go całego. Ruszamy. Pierwsze co nas czek a to wspinaczka Izerskie Garby do Kopalni Kwarcu. Dajemy radę spokojnie choć okulary mi zdążyły zaparować. Dojeżdżamy do kopalni. Następnie Szklarską Drogą do Rozdroża pod Cichą Równią i Konną Ścieżka do Chaty Górzystów. Kanapka, baton i w drogę. Wspinamy się na Kozi Grzbiet, Drwale i potem zjazd Starą Droga Izerską do Świeradowa Zdrój. Bardzo różni się od Szklarskiej. O wiele mniej knajp praktycznie zero. Znajdujemy restauracje. Zamawiamy ja flaki i kawka, Jj żurek. Pychota, jest pięknie nie pada, słońce świeci. Ruszamy dalej niebieskim szlakiem. Wspinamy się na Sępią Górę. Tak tak nie wjeżdżaliśmy tylko wspinaliśmy się z rowerami na plecach. Taki był plan i w pełni go zrealizowaliśmy. A jak to mówią, żeby był zjazd musi być najpierw podjazd. Prosto z Sępiej Góry jedziemy na Wysoką, Jastrzębieć do Płókowego Mostu. Piękne widoki cały czas nam towarzyszą. Piękna zieleń, zapachy natury żyć nie umierać. Dalej na kręcimy na Wądolno i zaliczamy Piaszczysta, Jastrzębiec 2, Gaik, Kopań Kozią Szyje, Wrzosówkę prosto na Babią Przełęcz. Zjeżdżamy na zielony szlak, który prowadzi na Górzyniec. Dalej w niebieski przez Szare Skały Wodospad Szklarski i wreszcie dojeżdżamy do Szklarskiej. Szlak w okół Szklarskiej jest niesamowity. Cały czas biegnie wzdłuż rzeki. Dzień rowerowy zakończony piwkiem na kempingu. Wieczór wyraźnie cieplejszy od poprzedniego. Shower i na miacho na jedzenie. Wybieramy restauracje Metafora. Zestaw shoarmy bardzo dobry popijany piwkiem. Trochę drogo ale warto. Bo dobre i dużo ! Po kolacji idziemy po kolejne piwko. Czas spać. Jutro SinglTrak Pod Smrkiem !!!!
GT FOREVER
Rower to dla mnie sposób na życie. Jeżdżę bo lubię ! Kocham to !
Życie jest jak jazda na rowerze. Żeby utrzymać równowagę musisz się poruszać naprzód
- Albert Einstein
bike lover, minimalist, vegetarian