Najpierw standardowo do pracy. Potem po pracy odprowadziłem Krzycha (smartA) do Portu Łódź gdzie rozstaliśmy się. On do domu na Zofijówkę a ja wzdłuż nowej trasy do mostu gdzie kierowałem się na Retkinie. Ale mnie wywiało na tej trasie. Zresztą cały czas dzisiaj wmordewind. Do Konstantynowa straszny ruch. Potem pomyślałem sobie może by tak na lody na Złotno? Krótki tel. do Xanagaza na jakiej ulicy są słynne lody. Wiedziałem mniej więcej gdzie to jest ale chciałem się upewnić. I tak ruszyłem na Zlotno. Zakupiłem pyszne dwie gałki :D cytrynową i miętową. Po popasie kierunek dom przez Teofilów. Przyjemnie się jechało dzisiaj i jechało by się jeszcze przyjemniej gdyby nie ten cholerny wiatr.
Miałem tylko godzinę na popołudniowe jeżdżenie. Miałem wyjść o 18 i pokręcić 2h. Aha wyszedłem dopiero o 19:30 eh. Ale przyjemnie się kręciło mocno i intensywnie.
Pojeździlim, popilim izotoników ile wlezie. Mimo, że niebo dziwnie zachmurzone to ukrop nieziemski! Ostatnie 15 km w pełnym słońcu. Dał mi popalić. Jj zapomniał aparatu, zrobiłem tylko 3 fotki. W miejscu, gdzie roku temu jeszcze nie było mostu przekraczającego S8. Jak tylko wjechałem na działkę zrobiłem sobie prysznic!
Ruszyliśmy z Jj po pracy na szybki wypad. Zaczęło kropić. Zwykły lajtowy deszczyk. Wjechaliśmy na podjazd do dolinek i na szczycie nas złapała nie zła ulewa. Chowaliśmy się pod drzewami. Zdecydowaliśmy, że zjedziemy do Okólnej do przystanku. Jeszcze mocniej zaczęło lać, wręcz urwanie chmury. Zanim zjechaliśmy pod przestanek byliśmy cali mokrzy. Przeczekaliśmy nawałnice by potem pojechać przez Zgierz na Borutę (ale tam śmierdzi) i do domu.
GT FOREVER
Rower to dla mnie sposób na życie. Jeżdżę bo lubię ! Kocham to !
Życie jest jak jazda na rowerze. Żeby utrzymać równowagę musisz się poruszać naprzód
- Albert Einstein
bike lover, minimalist, vegetarian